Me gusta! - BLOG

O autorze ↓

Prawdziwy Polak. Elementarz kamuflażu

Proweniencja europejska ustawi cię na lata. Ba! Nawet nie proweniencja, ale chociażby europejski meldunek. Wiedzą to miliony sunące dziarsko pod granice Schengen. Dlatego bez względu na to czy wyznajesz paranoiczne "Stop Islamisation of Europe"- czy raczej naiwniackie "Refugees Welcome" dostrzegasz, że sprawy mają się poważnie.

A co mam powiedzieć ja i mi podobne głupie Polki, co to zamiast Niemca, nie chciały Polaka? Zdrajczynie rasy, czyli żony obcokrajowców oraz rzeczeni obcokrajowcy znaleźliśmy się na celowniku… W obliczu rosnącej niechęci wobec wszystkiego co nie-polskie (poza coca-colą), nie-europejskie (poza sushi) i nie-białe (poza czarną duszą internetowego hejtera) musimy opracować kamuflaż.

Na święta wybieram się mężem Latynosem do ziemi przodków (oczywiście, jedynych słusznych, czyli moich, Polskich). Niestety doniesienia medialne Newsweeka, TVN24, oraz najbardziej rzetelnego PudelekTV podają w wątpliwość rozsądek mieszkańców owej ziemi. Ze względu na zagrożenia „propolskimi” atakami na przechodniów o podejrzanym fenotypie należy niezwłocznie przeprowadzić akcję naturalizacji José Tomása (czyt. Józefa Tomasza). Musimy z zagubionego (byle nie w łódzkich parkach!) Latynosa-Dominikańczyka zrobić, tak jak Bóg przykazał, dumnego Janusza.

Stąd niniejszy elementarz kamuflażu opracowany dla każdego obcokrajowca na tyle szalonego by wziąć sobie Polkę za żonę, czy też w Polsce zamieszkać w celu jej poszukiwania. A jak elementarz to abecadło. Abecadło z pieca spadło, po polsku, bo było pijane. Zacznijmy więc od podstaw.

Prawdziwy Polak pije często, szybko i do dna. Na weselu przechodzi kolejno etapy: nabzdyczonego gbura, rubasznego dowcipnisia, pijanego wujaszka aż do wielkiego finału czyli zgona na blacie lub pod nim. Oczywiście na weselach najlepiej bawi się przy „Jesteś szalona”, chociaż na co dzień torrentuje wyłącznie alternatywnego rocka. Nie tańczy za dobrze, bo w końcu faceci nie tańczą, ale kielich pomaga rozluźnić kwadratowe ruchy. Nie wymiguje się od wódki (z nami się nie napijesz?!) tłumacząc, że nie lubi jej smaku. Jak każdy prawdziwy Polak, wie, że nikt nie lubi smaku wódki, ale wszyscy lubią jej efekt. Kaca leczy z rozmachem i humorem. Jajecznicą na tłusto, albo klinem, ale przede wszystkim regularnie. Rękami i nogami broni się przed rolą kierowcy dla uchachanych współtowarzyszy imprez.

A skoro wódka to zagrycha. Polak musi jeść schaba, kotleta i śledzie. Nie dla niego paleo, low-carb czy skacząca o każdej porze dnia i nocy Chodakowska. Diety są dla bab. Liczenie kalorii czy fikuśne sałatki niech sobie fundują w słonecznej Californii.

Jak już o Californii mowa, to nie zapomnijmy o urlopie. Polak w kurortach leczy kompleksy taksując innych Polaków. Kategoryzuje ich na „buraków”, od których się odcina i których obwinia za zły PR Polski na świecie i na „spoko” kolesi, którzy nie robią aż takiej wiochy jak pijani Angole czy Ruscy ze złotymi zębami. Zachwyca się każdym przejawem sympatii ze strony lokalsów i kontempluje z zadowoleniem to, jak daleko zaszliśmy od namiotu w Chałupach aż do Last Minute All Inclusive w Sharm el Sheik. Niestety, nie oznacza to, że w międzyczasie polska garderoba urlopowa zmieniła się szczególnie…

Zgoliliśmy sumiaste wąsy, czasem zdejmujemy już skarpetki do sandałów, a wręcz rezygnujemy z nich na rzecz do niedawna „pedalskich” japonek. Coraz bliżej nam do Paris (no może, Łódź) Fashion Week, a coraz dalej od wspomnianych złotych zębów naszych wschodnich sąsiadów. Ale nadal, będąc prawdziwym Polakiem, lepiej nie szaleć z kolorami, czy to w kurortach czy na co dzień. Zapomnijmy o dżesikach, maffashionach i Oliwierach Janiakach. Prawdziwy Polak nie bawi się z dzieckiem, a co dopiero modą.

Dlatego obcokrajowcom radzę ogolić głowy i brody (chyba ze celujemy w stylówę lumberseksualną, ale ta opcja dostępna jest wyłącznie dla mieszkańców Warszawy lub innych większych ośrodków). Po drugie, zdjąć turbany i rastafariańskie berety, zwiewne szaty i sukienki (no chyba, że to edycja katolickiej sutanny). Akceptowalne nakrycia to czapka Slavica, bura zimowka albo dla dandysów ściochrany kapelusz. Akcesoria z logo klubu piłkarskiego polecane są dla orientujących się w lokalnej geografii i mapie porachunków futbolowych. A z tym oczywiście może być problem… Wielu obcokrajowców, w tym mój małżonek, popełnia ten sam niewybaczalny, śmiertelny grzech… Nie zna nawet podstawowych zasad piłki nożnej.

Kolejny obowiązek narodowy to narzekanie. Katalog przykładowych powodów do narzekania poniżej:

• za ciepło
• za zimno
• PIS wygrał
• PO wygrało
• dopiero czwartek
• już niedziela
• Kevin sam w domu
• brak Kevina samego w domu
• brak śniegu na Boże Narodzenie
• Śnieg na Wielkanoc
• neoliberalizm
• komuchy
• PKP
• Związek Transportu Miejskiego
• korki
• roboty na drogach
• brak robót na drogach
• w ogóle wszystko związane z transportem nadziemnym
• albo lotniczym… Lotnisko w Radomiu
• lotnisko w Modlinie
• Putin
• Andżela

Oraz wszelkie możliwe wariacje na każdy temat. #thereisnolimit. #polandcomeandcomplain.

Christoph Waltz powiedział o Austrii: „It’s a catholic conutry. It works through traumatization” („To katolickie państwo. Działa poprzez traumatyzację”). Traumatyzujące katolickie dziedzictwo jest żywe i w polskiej kulturze. Skupiamy się na tym, co nam zabrano, albo na tym, jak wszystkich wokół należy ukarać. Prawdziwy Polak jest męczennikiem patriotą. Cierpi na syndrom ofiary. Z tego powodu w wersji hardkorowej nienawidzi: Arabów, Ciapatych, Rumunów, Cyganów, Żydów, Kacapów, Szwabów (itd…) i oczywiście „pedałów” wszelkiej proweniencji (dane CBOS). W wydaniu bardziej lekkostrawnym poprzestaje na rzucaniu gromów w stronę zachodnich korporacji i ich kreatywnych regulacji podatkowych, a obcy kapitał najchętniej wykurzyłby kadzidłem mszalnym. Kupuje bułkę pszenną zamiast bagietki, jagodzianki zamiast croissantów, pije Cydr Lubelski (aka Dębowe Mocne) zamiast Rieslinga, a nocami śni o Rzeczypospolitej od morza do morza.

Każdy obcokrajowiec ukrywający swoje obce geny kamuflażem „na Polaka” zostanie zdradzony przez swój niegodziwy, cudzoziemczy akcent. Nawet jeśli uczy się Polskiego za zaciekłością staruszki walczącej o puste miejsce w tramwaju, a w chwilach wytchnienia od korporacji zaczytuje się Mickiewiczem, Sienkiewiczem i słucha Perfectu. Bo jeszcze się jeszcze taki nie urodził, co by polski jako obcy opanował na poziomie C2. A jeśli się urodził, to pewnie skutecznie zamydlił nam oczy i udaje rodaka. Zlustrujcie porządnie sąsiadów, nowe władze na pewno poszukują takich informacji!

Co zatem pozostaje naszym dukającym, mazurzącym obcokrajowcom? Muszą się posiłkować taktykami rozbrojenia. Przydatna amunicja to oczywiście wszelkiej maści wulgaryzmy. Bo taki cudzoziemiec jak już bluźni to brzmi jak dziecko. Trzeba mieć nadzieję, że może to rozczuli napastnika. Zwroty kolokwialne też mogą pomóc, zazwyczaj rozśmieszają nas w obcych ustach. Dla odważnych pozostaje ciężka artyleria czyli „Jeszcze Polska nie zginęła!”, „Bóg, honor, ojczyzna!”, i wisienka na torcie: „Polska dla Polaków!”. Chociaż trudno powiedzieć czy te nie zostaną uznane za prowokacje. Nowy, rosnący w siłę polski front narodowy raczej nie słynie z wysublimowanego poczucia humoru.

Mowa jest srebrem, ale milczenie złotem (bursztynem znad Bałtyku!). Polak nie słynie z zacięcia krasomówczego. Oszczędny w słowach, od kwiecistych przemów preferuje to i owo przebąknąć pod nosem, a w poetyckim uniesieniu, zamiast romantycznych eposów, układa monosylabowe haiku. Dlatego poza opanowaniem slangu, obcokrajowiec musi posiąść umiejętność słowiańskiego milczenia (czyt. odburkiwania). No i oczywiście łacina. Nie tylko wspomniana już „podwórkowa”. Niegdysiejsze „liberum veto” należy zastąpić dzisiejszym „in vitro” (które oczywiście należy bezwzględnie zawetować, oprotestować, odrzucić i zdelegalizować).

W ramach innych dylematów Prawdziwy Polak potrafi, klęka tylko przed Bogiem i ma kosz pod zlewem. Jest za, a nawet przeciw, mądry po szkodzie, a innemu Polakowi wilkiem. Nie chce uchodźców, płacić podatków, ani się żenić. Swój język ma, swoje wie i nie da sobie w kaszę dmuchać. Nie czyta książek, umów ani programów partii, które popiera. Cierpi na niedobór witaminy D, jodu, i ból dupy, a nad wypłukaniem magnezu pracuje co weekend.

Czy to ze względu na sytuacje gospodarczą czy to na zamaszystą pogardę dla praw własności intelektualnej, my, prawdziwy Polacy kochamy podróbki, piracką muzykę i serwis chomikuj.pl.
Ale paradoksalnie, wygląda na to, że sami jesteśmy nie do podrobienia…
Trwa ładowanie komentarzy...