Me gusta! - BLOG

O autorze ↓

Wszyscy Polacy to politolodzy

Czyli o okołowyborczych biadoleniach...

Artykuł znajomej o wyborcach jakich powinniśmy unikać na swych krętych ścieżkach życiowych - czytaj tutaj - zainspirował mnie do czegoś, czego niemal nigdy nie robię, czyli rozważań politycznych.


Tak, wstyd i hańba, nie znam się na polityce, ani na ekonomii, wielkie mechanizmy sprawujące kontrolę nad Rynkiem, dobrobytem Ludu, rozwojem Przedsiębiorczości i ogólnej Szczęśliwości są mi niestety obce. Albo, wydają mi się zbyt zawiłe, aby móc rozpatrywać je w systemie zero-jedynkowym; dobre-złe, czarne-białe, kapitał-komuna, prawo-lewo.

Niestety wydaje mi się, że są obce również większości naszego społeczeństwa, co nie powstrzymuje nas przed pospolitym ruszeniem oczywiście jedynie na czas wyborów - aby co sił ratować, reformować i zbawiać Polskę - jesteśmy też wtedy święcie przekonani, że wszystko wiemy najlepiej i tylko ta jedna, jedyna idea fix może owo zbawienie udźwignąć.

Ja, jako osoba obdarzona przesadną wręcz nieśmiałością w kwestiach wszelkiej “WADZY”, czytam programy, podpytuję o opinie i wnioski ludzi o rożnych zapatrywaniach, ale przede wszystkim z różnych ścieżek kariery. No i nadal do końca nie wiem, jakie mam poglądy. Nie wiem, co jest dobre dla Polski, nadal wątpię, zastanawiam się, nie szastam moim zaufaniem do pierwszego polityka, który jednym populistycznym hasłem uderzy w czułą strunę mojego ogólnego światopoglądu. Kto kłamie, kto obiecuje gruszki na wierzbie, a kto, nawet, jeśli podaje rozwiązania, umie je przeprowadzić? A które rozwiązania są najlepsze? Które są nierealne? Czy tylko ja jestem zdania, ze w niektórych ogólnopaństwowych sprawach niezbędny jest doktorat z ekonomii, nauk politycznych i jeszcze na deser z socjologii, aby podjąć, albo w ogóle POJĄĆ korzystne decyzje?

Wydaje mi się, że nie jestem sama, nie tylko mnie nie wystarczy hasło klucz by biec do urny, albo jeszcze lepiej, z widłami na sejm. Czy to dobrze? Chyba nie do końca, znaczy to, że giniemy w morzu informacji, obijamy się o ściany jak w amoku, wszyscy chcą dobrze, nikt nie wie do końca, co to znaczy, a przede wszystkim nikt nie ufa nikomu.


Zapytałam kiedyś mojego Taty, który ma to nieszczęście dobrze pamiętać poprzedni system, czy kiedy ten w najlepsze trwał, to wierzył, że Polska kiedykolwiek się z niego wyzwoli. Powiedział mi, że nie. Ludzie kombinowali żeby żyć, niejako “mimo wszystko”, w pełnym braku zaufania do administracji, często bez nadziei, albo skupieni na codziennych sprawach nie wierząc, ze jakieś wielkie rewolucje jeszcze mają sens. Aż rewolucja się zadziała, bo okoliczności sprzyjały, a ci, którzy albo byli na tyle zdesperowani, albo mieli te odrobinę wiary w szansę na zmiany dali Polsce wolność.

Co się od tamtej pory zmieniło? Chyba większość z nas przyzna, że wiele. Trudno się spodziewać cudów po zaborach, dwóch wojnach, i na dokładkę po blisko 50 latach bidy i nieefektywnego ustroju, ale źle nie jest. Ale jak bardzo zmieniliśmy się my, Polacy? Chyba nie za bardzo.

Nadal żyjemy w nieufności do systemu, nadal ze związanymi rękami, bo przecież (nawet nie sprawdzając, wiemy, że) „się nie da”, bo przecież i tak wszyscy to złodzieje, “na zachodzie lepiej”, albo, “bo i tak trzeba mieć układy”, albo “Jezus na Króla Polski”. Biadolimy, ale w większości przypadków nie robimy NIC.


Nie będę tu wchodzić w szczegóły tego ile jest prawdy w ułomności naszego systemu politycznego (a jak w większości państw na świecie, owej prawdy dużo jest), ale chcę się zastanowić nad czymś innym. Nie nad ułomnością rządzących, ale ułomnością nas, rządzonych. Nad naszą niepartycypującą mentalnością, sarmackim sporadycznym zrywem do działania w stylu “z szablą na koń”, lub zupełnym brakiem działania jakiegokolwiek. ALE przede wszystkim nad odpowiedzialnością i “winą” każdego z osobna za to, jaka jest rzeczywistość wokół i nad tym jak bardzo nie zdajemy sobie z tego wszystkiego sprawy.

Chcę odłożyć na chwilę na bok obwinianie historii, złych sąsiadów, złego zachodu, złego wschodu, złych korporacji, złych polityków i wszelkich innych złych elementów systemu, na który tak narzekamy. Co robimy my - Ty i ja - żeby Polska była krajem, w jakim chcielibyśmy żyć? Jak korzystamy z wolności, która jeszcze jedno pokolenie temu wydawała nam się nierealna?

Zmiany polityczne moim zdaniem nie zależą od najwyższego stołka w takim stopniu jak zależą od oddolnego zaangażowania. A ilu z nas głosuje w wyborach swoich gmin? Ilu z nas rozlicza z obietnic samorządowców? Ilu z nas interesuje się własnym podwórkiem? Ilu z nas jest aktywnych wśród lokalnej społeczności? Czy ci, którzy narzekają na zasrane parki, sprzątają po swoim psie? Czy ci, którzy narzekają na betonowe miasto zasadzili chociaż jedno drzewo? Ja np. znam jedną taka osobę…

Czy protestujemy? Czy podpisujemy petycje w sprawach, które są dla nas ważne? Czy tworzymy własne? Czy motywujemy znajomych i bliskich do zaangażowania się w polepszenie otoczenia? Czy wspieramy fundacje, albo akcje charytatywne zgodne z własnymi przekonaniami? Czy zajmujemy się albo kiedykolwiek zajmowaliśmy się jakimkolwiek wolontariatem?

Czy zamiast co wieczór siedzieć z browarem i oglądać mecz czytamy książki, uczymy się, staramy doskonalić umiejętności, ale także otworzyć na świat, myśleć nieszablonowo, szukać innowacyjnych rozwiązań? Nie poddawać się zamiast pogrążać w degrengoladzie? Czy zamiast powtarzać zasłyszane „w Polsce ciężko założyć biznes” szukamy zawzięcie dofinansowań, sponsorów, stypendiów, żeby jednak dać przykład, że się da? Czy chociaż spróbowaliśmy napisać 1 (słownie: jedną) stronę biznesplanu? Czy wnosimy skargi na działania, z którymi się nie zgadzamy? Czy uczymy nasze dzieci postawy obywatelskiej czy raczej wypychamy je za granicę, żeby im się łatwiej żyło? Czy kształcimy je, ale z nadzieją, że kiedyś powrócą do kraju?


Czy kupujemy polskie produkty, korzystamy z usług lokalnych firm, czy wspieramy polską kulturę i sztukę? Czy jeździmy do Polski na wakacje, albo chociaż na weekend za miastem? Jeśli nie zgadzamy się z polityką jakiegoś koncernu, to czy przestajemy kupować, to, co nam sprzedaje? Aż w końcu, czy jeśli nie zgadzamy się z działaniem i finansowaniem Kościoła w Polsce, to czy nadal bierzemy śluby kościelne, ślemy nasze dzieci do chrztów, bierzmowań i komunii, pchając do kieszeni tych, o których mówimy, że nas okradają?

Bo oczywiście, poza pierwszą, drugą, a nawet i czwartą władzą istnieje rynek. Ten, i uwielbiany i nienawidzony, KAPITALISMUS. Bez względu na zapatrywania polityczne, chcę wierzyć, że to nie tylko od korporacji, czy betonowych instytucji, ale również od nas zależy, czy będzie on dziki, czy ujarzmiony.

Nawet jeśli rozgoryczeni zwlekamy się na drugą turę wyborów i znowu idziemy głosować “z bulem” - nie na kogoś, tylko przeciw komuś - bo przynajmniej “będzie ch**jowo ale stabilnie”, albo, inaczej, żeby tym razem nakradli się inni, ale przynajmniej pod opatrznością Maryi Królowej Polski, to czy podejmujemy jakiekolwiek proaktywne, nawet jeśli te najdrobniejsze kroki, żeby jutro było trochę mniej ch**jowe niż wczoraj?

W przeciwieństwie do wielu, którzy wypowiadają się w sprawie wyborów, nie mam żadnych odpowiedzi, jedynie pytania. Być może w ogóle nie powinnam zabierać głosu, bo mieszkam za granicą i mam męża obcokrajowca. A może właśnie dzięki temu, że znam z autopsji zarówno rzeczywistość trzeciego świata, jak i bogaty, dbający o obywateli zachód, mogę mieć jakieś ciekawe spostrzeżenia? A mój mąż wiele mnie uczy w spojrzeniu na kraj, bo zakochany w Polsce, nie rozumie u nas tylko jednej rzeczy – wiecznego niezadowolenia…

Może mam za mało wiedzy, ale jedynie zadając pytania mam szanse stopniowo ją sobie wyrabiać. Tak samo jak Ty. Więc jeśli masz więcej pytań, to je zadawaj. A jeśli masz odpowiedzi też chętnie je poznam. Moje okołowyborcze biadolenie pobrzmiewa w trybie pytającym, nie oznajmującym, a tym mniej rozkazującym. Liczę więc na forum wymiany myśli, ale też na Twoją autorefleksję. Na merytoryczną dyskusję, ale również na faktyczne zastanowienie się nad tym, dlaczego jest jak jest, a przede wszystkim - co zrobić żeby było lepiej…

Bo obawiam się, że ani ja ani Ty, nie robimy wystarczająco.

Dziekuję za uwagę.
Trwa ładowanie komentarzy...