O autorze
Na niniejszym blogu obgadujemy mojego Latino Męża. Narzekamy na związki z importu/zachwalamy związki z importu. Plotkujemy bezwstydnie o tym, jak język potrafi zdradzić nasze niecne zamiary oraz o tym, co to są tzitzki. A także, bezczelnie przechwalamy się, że wiemy (mimo, że przecież nie wiemy) jak żyć w dobie Globalizacji, Dezinformacji i Fejsbuka. Fake it till you make it! Oh, and date a Latino!
Karolina Perez Sima - polska felietonistka dla dominikańskiego dziennika Acento oraz polonijnego miesięcznika Polonika w Austrii.

Latino Mąż – rozpoznanie gatunku

Bloga otworzymy z grubej rury – wyznaniem matrymonialnym. Taka ze mnie żona-matrona. A do tego, moje krajoznawcze i egzotyczne upodobania sprawiły, że wydałam się za mąż za Latynosa. No i teraz mam...

Przyznać muszę, lekko nie jest. Ale co ważniejsze, nudno też nie. Taki Latino Mąż to niewyczerpane źródło codziennych antropologicznych odkryć i nowych kulturoznawczych obserwacji. Bo związek z Latynosem to nie tylko salsa, telenowela i nadmorskie zachody słońca. Trzeba się jeszcze sporo narobić. Oczywiście, jak w każdej relacji, kluczem do szczęścia jest porozumienie. A żeby pojąć męża Latynosa musimy zaznajomić się z trzema najważniejszymi kwestiami różniącymi jego kulturę od naszej. 1) Latynoskie (nie)pojęcie czasu, 2) południowe zapatrywania modowe, 3) język codziennej komunikacji - dobrze by ten składał się z czegoś ponad Te Quiero Mi Amor.

Pozwólcie, że przybliżę te trzy fundamenty małżeństwa z Latynosem.

Latino vs. Czas

Latino Mąż w naturalnym środowisku nie wykazuje umiejętności działania pośpiesznego. Powłóczysty krok rasowego maczo jest wymogiem nawet podczas przemieszczania się z kuchni/łazienki/piwnicy do każdej innej lokalizacji domu. Powłóczysty Maczo Krok wzmaga się wraz z opuszczeniem czterech ścian domostwa. Krokowi Maczo wtórować może podkład muzyczny nucony przez Latino Męża pod nosem, zatytułowany “przecież się spieszę, nie widzisz?”.

Co więcej, Latino Mąż ma do wszystkiego 10 minut. Nawet jeśli dojazd na miejsce zajmuje godzinę, on będzie tam “za 10 minut”.

Mąż Latino wykształcił jedną wybitną umiejętność w temacie zarządzania czasem; jest królem jego kreatywnego marnowania. Marnuje go bowiem nonszalancko i z fantazją. My, kobiety Latino Mężów musimy pojąć, że brak umiejętności produktywnego zarządzania zasobem godzin jest cechą uwarunkowaną genetycznie. Krzyk nie pomaga, tłumaczenie jest niczym rzut grochem o ścianę. Taki mąż pójdzie do sklepu 6 razy pod rząd, za każdym razem po inny produkt. Latino Mąż nie wierzy w produkty zastępcze, nabyte w celu zaoszczędzenia czasu i zamknięcia tematu. Są to pojęcia abstrakcyjne w Latino Rzeczywistości. Każdy Latino Mąż ma bowiem nielimitowaną rezerwę czasu z gumy i jest święcie przekonany ze zmarnowany tak naprawdę nigdy nie znika, a wręcz wraca z nawiązką.

Latino vs. Lans

Stylówa modowa i fryzjerska finezja pomoże odnaleźć naszego Latino Męża w przypadku gdy zagubi nam się w tłumie. A zagubi się najpewniej z powodu nieśpiesznego Kroku Maczo, który zanalizowaliśmy w poprzednim akapicie. A zatem, jak wypatrzeć zaginionego Męża? Po pierwsze – fryzura.

Prawdziwy Latino Mąż nie ścina włosów na tzw. zapałkę. Dodatkowo, żeby uwiarygodnić swoje latynowsko-mężowskie pochodzenie zadziwia się nad każdym napotkanym na ulicy przypadkiem tej ulubionej fryzury polskich mężczyzn. Co więcej, Latino mąż spędza średnio 18% czasu dnia na a)pielęgnację Latino fryzury b)narzekanie na Latino fryzurę c)przyglądanie się Latino fryzurze.

Po drugie – odzienie. Nieważna pora roku, nieważna aura za oknem, pstrokato musi być! Tym bardziej w chłodzie – dla przeżycia Latino Męża podczas kontynentalnej zimy niezbędna jest szafa pełna kolorowej (czyt: oczojebnej) odzieży. Podczas wycieczek shoppingowych, pamiętajmy, że Latino Mąż nie pojmuje mody sezonowej i nie uznaje nakazu kolorystycznego rozgraniczenia ciuchowego na Wiosnę-Lato, Jesień-Zimę.

Musimy dodać, że już odpowiednio odziany i ufryzowany Mąż Latino umie tańczyć. Nawet jeśli twierdzi, że nie umie. Jest to różnica kulturowa, facet Polski musi umieć pić, Latynoski wywijać biodrem. Lubić nie musi. Umieć - bezdyskusyjnie. To punkt istotny dla wszystkich fanek salsy i Marca Anthony’ego.

Latino vs. Język

Poza czasoprzestrzenią i wizerunkiem ważnym aspektem związku z naszym Latino jest komunikacja. Prawdziwy Latino Mąż wyraża się kwiecistym językiem i potrafi porozumiewać się ze spokojem i rozwagą. Stereotypowe trzaskanie talerzami zostawmy Włochom lub wiejskim potańcówkom w serbskich wioskach (tak słyszałam). Latino Mąż lubuje się w dźwięku swojego głosu, ale wbrew pozorom jest też dobrym słuchaczem. Małomówne szare myszki mogą Latino Męża doprowadzić do komunikacyjnej i emocjonalnej frustracji. Mówmy zatem, byle z sensem. I byle wspólnym językiem. Czyli jakim?

To wiąże się z kolejnym punktem - Latino Mąż wzbogaci nas lingwistycznie. Po pierwsze musimy się z nim porozumieć w języku obcym, czyli w większości przypadków hiszpańskim (a w mniejszości portugalskim). Jeśli trafi nam się Latino Mąż erudyta, może to być też angielski bądź francuski. Ale największy smaczek lingwistyczny poznamy gdy nasz Latino Mąż poweźmie postanowienie porozumiewania się z nami naszym językiem ojczystym. Wtedy na przykład dowiemy się, że tzitzki to cycki, a polska odmiana przez przypadki już dawno powinna zostać zdelegalizowana.

Mam tylko jednego Latino Męża (póki co!), więc trudno o pewność na ile omówione tendencje są charakterystyką całego gatunku, a na ile jednostkowym przypadkiem mojego małżonka. Ale rękę dam sobie uciąć, że wśród kandydatów Latino występują w większym nasileniu niż na naszym polskim podwórku.

Dlatego miłe Panie - gdy następnym razem kolana się Wam ugną aż do samej ziemi na widok ciemnowłosego przystojniaka a’la José Armando, oddech zagalopuje na myśl o randce ze śniadym Fernando Mendiolą, a serce będzie walić bez opamiętania w rytm hitu „Bailando” – NIE MÓWCIE, ŻE NIE OSTRZEGAŁAM!
Trwa ładowanie komentarzy...